Przechodnie

W niedzielę, panie Janie, usiadłem na rozkładanym krzesełku i obserwowałem rodaków przechodzących obok mojego domu. Patrzyłem na ich twarze. Nie potrafiłem jednak dostrzec na nich uśmiechu. A przecież świeciło słońce, śpiewały ptaki, budziły się do życia kwiaty… O, przepraszam, panie Janie! Otóż na dwadzieścia kilka osób, które minęły mój domek, jedna była uśmiechnięta. Chciałem zapytać dlaczego się uśmiecha, lecz zabrakło mi odwagi.

Reklamy

Putin

Wczoraj panie Janie, oglądając dziennik, pokłóciłem się z żoną o Putina. Gdy go zobaczyła na ekranie telewizora, wykrzyknęła: – Spójrz! Putin, ten diabeł wcielony! Gdy spytałem ją, dlaczego Putina nazywa diabłem, obruszyła się i powiedziała, że on chce napaść na nasz kraj! Odpowiedziałem żonie, że przesadza, bo Putinowi nie w głowie, aby napadać na naszą ojczyznę. Po co miałby to robić? Żona zdenerwowała się na mnie, mówiąc, że nie jestem patriotą! Gdy chciałem jej wyjaśnić, że jest ofiarą propagandy telewizyjnej, wyszła do łazienki, trzaskając drzwiami… Nie rozumie, panie Janie tego, że lobby zbrojeniowe ma swoje macki na całym świecie i korumpuje zwłaszcza tych, którzy mają jakąś władzę. A przecież telewizja to potężna władza! Ale po co ja to panu mówię, przecież wie pan o tym doskonale.

Tango

Wczoraj wieczorem, drogi panie Janie, poszedłem z żoną na tańce. To były jej urodziny. Mamy taki zwyczaj, że na urodziny i imieniny mówimy sobie, jaki prezent chcemy dostać. Więc moja Zosia zażyczyła sobie dancing. Włożyłem odświętny garnitur, żona karnawałową suknię, i poszliśmy do „Wiarusa”. To jedyna knajpa w naszym miasteczku, gdzie jeszcze gra orkiestra z prawdziwego znaczenia, to znaczy gra saksofonista, akordeonista, perkusista i śpiewa solistka. Znajomy właściciel narzeka, że koszty utrzymania orkiestry są wysokie, ale on na szczęście jest człowiekiem starej daty i nie wyobraża sobie u siebie człowieka-orkiestry…

Ale do rzeczy, panie Janie, bo nie o tym chciałem mówić. Więc tańczymy nieśmiertelne tango, a Zosia nagle szepcze mi do ucha: – Spójrz na parę tańczącą przy drzwiach… Spojrzałem, para jak to para. A Zosia już głośniej mówi tak: – Nie widzisz tej różnicy? – Jakiej różnicy – odpowiadam zdezorientowany i mylę krok. – Spójrz! On taki przystojny a ona taka brzydka i zaniedbana! Wtedy ja odpowiadam jej, że nie obchodzi mnie jakaś para tańcząca przy drzwiach. Rozzłoszczona Zosia przerywa tango i mówi, że skoro ją to obchodzi, to mnie też powinno obchodzić. I było już po tańcach… Jak trudno, panie Janie, zrozumieć kobietę, zwłaszcza własną żonę!